Test Roma 96DC

Test Roma 96DC
10 augustus 2018 Mark van Braam
Mark van Braam
In Geen categorie

Waarde lezer, ik kwam een leuke test over de Synthesis Roma 96DC tegen en vond het toch van belang om het met u te delen.De 96DC is de meest recente aanvulling in de Roma-serie. We hebben het over een 25 Watt pure klasse A  geschakelde geïntegreerde buizenversterker. Bijzonder is, dat we het nog steeds over een in Italië geproduceerd product hebben en dus geen Chinese tekens gaan tegenkomen op het exterieur en interieur.Edoch; mijn Pools is niet bijster goed, maar wellicht dat er tussen u aanwezigen zijn die hier geen moeite mee hebben. Daar gaat ie: 
Wszyscy miłośnicy muzyki uważnie śledzący rynek audio z pewnością zdążyli już się oswoić z bardzo mocnym, żeby nie powiedzieć dominującym, trendem wyposażania komponentów Hi-Fi we wszystkie dostępne funkcje. Co prawda sam jeszcze nad tym pracuję, ale przyznam szczerze, idzie mi to bardzo opornie. Dlaczego? Otóż wbrew pozorom nie chodzi mi o zwiększanie kompatybilności produktu z docelowym systemem w zakresie jego wydawałoby się typowych kompetencji typu powielanie wejść i wyjść we wzmacniaczach, czy odtwarzaczach, tylko bezpardonowo, z czystym sumieniem, piję do całkowitego pogmatwania zadań konkretnych komponentów audio. Nie ogarniacie? Spójrzcie na najnowszej generacji przedwzmacniacze liniowe i wzmacniacze zintegrowane z funkcjami przetwornika cyfrowo-analogowego, a często nawet streamera. Przecież do niedawna takie praktyki byłyby uważane za świętokradztwo, a obecnie dział Hi-Fi, a nawet przedsionek High Endu bez takich gadżetów prawie nie mają racji bytu. Czy to źle? Naturalnie że nie, gdyż bez podobnych praktyk wielu osobników homo sapiens byłoby skazanych na przysłowiowe boomboxy, a tak na początku zabawy w audiofila już po kupnie przyzwoicie grającego wzmacniacza zintegrowanego z zaimplementowanym na pokładzie DAC-em w oparciu o pliki są w stanie skonfigurować pełnoprawny system. To po co ta cała krucjata? Otóż w dzisiejszym sparingu testowym pochylimy się nad idealnie wpisującym się w scharakteryzowany powyżej nurt komponentem. Jakim? Otóż ta relacja z placu boju będzie historią mojego zderzenia się z włoskim lampowym wzmacniaczem zintegrowanym Synthesis ROMA 96DC+, który wraz z dobrodziejstwem inwentarza oferuje potencjalnemu użytkownikowi DAC-a i moduł phonostage’a dla wkładek MM i wysokopoziomowych MC, a którego kilkunastodniową wizytę u siebie zawdzięczam warszawskiemu dystrybutorowi E.I.C.

Przybliżając wygląd i budowę tytułowego lampiaczka, już w pierwszym zdaniu należy stwierdzić, iż jest bardzo zgrabny (szerokość to mniej więcej połowa konwencjonalnej rozmiarówki) i efektowny wizualnie. Patrząc na bryłę widzimy typową dla wykorzystujących w układach elektrycznych szklane bańki konstrukcję, czyli coś na kształt platformy, na której bliżej frontu na mieniącej się blaskiem srebra blasze zaaplikowano lampy elektronowe, a za nimi ukryte w czarnej skrzynce transformatory. Jeśli chodzi zaś o elektronikę, ta bardzo schludnie spakowana jest pod wspomnianym pokładem dla baniek próżniowych. Kreśląc kilka zdań na temat frontu trzeba oddać konstruktorom, że mimo jego solidnej grubości nie przytłacza projektu wizualnego. Mało tego, na tym wydawałoby się małym skrawku projektantom udało się zmieścić nadającą szyku wzmacniaczowi centralnie umieszczoną wielką gałkę wzmocnienia, na jej lewej flance główny włącznik, obok niego logo marki i nadruki z identyfikujące opisywany model, a na prawej opisane piktogramami sześć diod informacyjnych o stanie urządzenia i dwa przyciski funkcyjne. Przyznacie, iż mimo że małe, to solidnie wypasione, a przy tym nieprzeładowane wizualnie. Patrząc na naszego Włocha z lotu ptaka naszym oczom ukazuje się zabezpieczająca przed poparzeniem lampami klatka z ekslibrisem logo marki w swej przedniej płaszczyźnie. Przyznam szczerze, że jak dla mnie zbyt solidnie skrywa swoje najcenniejsze atuty, dlatego też jestem rad, że z łatwością można ją odkręcić, co na czas zabawy w testowanie zrobiłem. Wieńcząc akapit wizualizacyjny dochodzimy do równie ważnego jak awers super-integry jej rewersu. Tutaj podobnie do przedniego panelu również nie mamy zbyt dużego pola do wyposażeniowego popisu, a mimo to ROMA jest zaskakująco wielofunkcyjna. Niby nie mamy przesadnej oferty przyłączeniowej znanej z amplitunerów dedykowanych systemom kina domowego, ale o zaspokojenie potrzeb statystycznego stereofila powinniśmy być spokojni. Plecy dziewięćdziesiątki szóstki uzbrojono bowiem w: trzy wejścia liniowe (w tym jedno dla phonostage’a) zacisk uziemienia, analogową przelotkę do nagrywania REC OUT, trzy wejścia cyfrowe (OPTICAL, SPDIF, USB), niestety dość wąsko rozstawione pojedyncze terminale kolumnowe i gniazdo zasilania IEC. Po raz kolejny wtrącę maksymę, małe, ale dobrze wypasione.

Wstępne, przedtestowe dywagacje na temat rzeczonego, wszystkomającego wzmacniacza przynosiły jedną ważną myśl: “Czy podążając tropem najnowszych technologii producent nie zagubił istoty bytu wzmacniacza lampowego”. O co chodzi? Przecież szklane bańki w torze podczas ich użytkowania mają owocować bardzo muzykalnym przekazem. Tymczasem aplikacja krzemowych podzespołów przetwarzających zapisy zero-jedynkowe mogła odbić się na ogólnym sznycie grania Romy. Ale nie chodzi mi w tym momencie o stylistykę grania przetworników, tylko samej sekcji wzmocnienia w przypadku ominięcia wewnętrznego DAC-a. Na szczęście zastąpienie Włochem mojego Japończyka nie spowodowało drastycznej zmiany kursu dźwięku. To był bardzo esencjonalny, a przez to dobitnie pokazujący o co chodzi w zabawie z lampami przekaz. Co ciekawe, na przekór moim obawom, mimo bardzo gęstego grania bas nie był przesadnie rozwydrzony. Naturalnie w stosunku do punktu odniesienia stracił na sprężystości, ale jego metamorfoza całkowicie mieściła się w estetyce dobrego lampowego grania. Idąc dalej tropem poszczególnych zakresów częstotliwościowych chciałbym uspokoić melomanów kochających gęstą i gładką średnicę. Ta korelując z dolnym podzakresem była soczysta, a we współpracy z wiedzącymi gdzie jest ich miejsce wysokimi tonami oferowała spory pakiet informacji. Dobrą wieścią dla wielu melomanów prawdopodobnie będzie również fakt budowania przez opiniowaną konstrukcję delikatnie przybliżonej wirtualnej sceny dźwiękowej z delikatnym powiększeniem znajdujących się na niej źródeł pozornych. To nie jest jakaś napastliwa przypadłość, ale po dłuższym kontakcie można ją odczuć, co jak wspomniałem, przez wielu lubiących znajdować się w centrum wydarzeń muzycznych, może być odebrane jako wielki plus. I z taką estetyką wzmacniania sygnału audio miałem przyjemność przez większość procesu testowego. W zależności od nurtu muzycznego, jeden na takim postawieniu sprawy bardziej, a drugi mniej zyskiwał, jednak za każdym razem czuć było dużą ochotę do pokazania świata muzyki przez pryzmat pięknie kreujących go barw. Dlatego też muzyka dawna aż kipiała od rozedrganych alikwot bardzo uduchowionej wokalistyki i wtórujących jej instrumentów, choć już świat muzycznego buntu dla wielbicieli niszczenia narządów słuchu, dla mnie bardzo przyjemny, przez docelową grupę słuchaczy byłby z pewnością uznany za zbyt zachowawczy. Ale przecież nikt rozsądny nie kupi małego lampiaczka do słuchania muzyki zwanej potocznie łojeniem. A jeśli jednak, to prawdopodobnie zrobi to po dogłębnym posłuchaniu Romy i stwierdzeniu, że taka prezentacja jest bliższa jego sercu. Tak wyglądał temat wykorzystania tytułowej konstrukcji w roli wzmacniacza zintegrowanego. Sprawy przybrały nieco inny wymiar, gdy do głosu doszedł wbudowany w trzewiach przetwornik cyfrowo/analogowy.
Otóż rezygnacja z stawiającego na piękno kolorowej muzyki DAC-a Reimyo zaowocowała znaczną poprawą krawędzi dźwięków. Naturalnie natychmiastowym skutkiem było pozytywne przyspieszenie muzyki, ale niestety w pakiecie stratowa dawka drapieżności przyniosła pewną kwadratowość dobiegających do mych narządów słuchu zapisów nutowych. Muzyka co prawda nieco zebrała się w sobie, ale prysł nieco czar lampy, co przełożyło się na pewnego rodzaju jej słyszalną szorstkość. Ale przypominam, rozprawiamy o dwóch światach produktów audio (punkt odniesienia kontra pretendent do laurów), dlatego na moje obserwacje nakreślające kierunek zmian dźwięku powinniście delikatnie przefiltrować, gdyż w innym przypadku z pewnością skrzywdzicie włoską konstrukcję. Jednak jakby na to nie patrzeć, ewentualny nabywca dostaje dwa w jednym. Jeśli jego set będzie potrzebował nutki lampowej soczystości skorzysta jedynie z sekcji wzmocnienia. Zaś w przypadku całkowicie przeciwstawnych potrzeb, czyli oczekiwań mocniejszego rysowania świata, skorzysta z wewnętrznego przetwornika. Czy to nie jest piękne?

Decyzja podjęcia się przetestowania niedrogiego, ale za to bardzo bogato wyposażonego wzmacniacza Synthesis Roma 96DC+ od startu była obciążona ewentualną sromotną porażką. Tymczasem biorąc pod uwagę jego walory tak brzmieniowe, jak i funkcjonalne wszystko zakończyło się bardzo pozytywnie. Ktoś powie, że przecież w aspekcie użycia dodatkowej obróbki sygnału cyfrowego delikatnie narzekałem. Owszem, ale jak wspominałem, proszę spojrzeć na całość projektu przez pryzmat zamiarów i sił, a wówczas okażę się, że sprawy globalnej oceny przyjmują całkowicie inny wymiar. Wymiar, który wyartykułowanych niuansów nie pozwala rozpatrywać w estetyce problemów, tylko albo propozycji innego spojrzenia na dźwięk, albo celowego równoważenia gęstego grania wzmacniacza w jego podstawowej funkcji. Gdzie zatem widzę naszego bohatera? Szczerze? Wszędzie. Dlaczego? Przeczytajcie jeszcze raz to co napisałem pod koniec akapitu merytorycznego, a zorientujecie się, że wykorzystując poszczególne sekcje macie do czynienia z rasowym kameleonem, a to pozwala na bardzo łatwe dopasowania jego walorów do posiadanego zestawienia. Czegóż chcieć więcej.

Jacek Pazio

Dane techniczne:
Lampy w stopniu mocy: 4xEL34/6CA7
Lampy w stopniu sterującym: 2x12AU7/ECC82
Przedwzmacniacz: OP/Amp NJM2114

Moc wyjściowa: 2x25W, w klasie „A” / 6Ω
Pasmo przenoszenia: 20Hz-20kHz (-0 dB)
Konfiguracja stopnia mocy: Pentoda
Impedancja wejściowa (line): 50kΩ
Czułość: 300mV – dla wyjściowej mocy maksymalnej
Zniekształcenia: <1%, 25W,1kHz
Odstęp sygnał/szum:>90dB (ważony filtrem A)
We/wyjścia:
– 2 wejścia analogowe
– 1 wejście gramofonowe (MM/MC – wysoka impedancja)
– 1 wyjście analogowe Rec Out
– 1 wejście Toslink (do 24-bit/192 kHz)
– 1 wejście koaksjalne
– 1 wejście USB (B) (do 32-bit/384 kHz i DSD 5.6 MHz)

Wejście gramofonowe:
Pasmo przenoszenia: 20Hz-20kHz (+/-0.5 dB)
Wzmocnienie (MM): 40dB
Impedancja wejściowa: 47kΩ

Przetwornik D/A: Asahi Kasei AK4495S 32-Bit/768 kHz
Pobór mocy: 180W max
Wymiary (S x G xW ): 260x380x200 mm
Waga: 18 kg

System wykorzystywany w teście:
– źródło: transport CEC TL 0 3.0, przetwornik D/A Reimyo DAP – 999 EX Limited TOKU
– przedwzmacniacz liniowy: Robert Koda Takumi K-15
– końcówka mocy: Reimyo KAP – 777
Kolumny: Trenner & Friedl “ISIS”
Kable głośnikowe: Tellurium Q Silver Diamond
IC RCA: Hijri „Milon”,
XLR: Tellurium Q Silver Diamond
IC cyfrowy: Harmonix HS 102
Kable zasilające: Harmonix X-DC 350M2R Improved Version, Furutech NanoFlux NCF Furutech DPS-4 + FI-E50 NCF(R)/ FI-50(R), Hijiri Nagomi
Stolik: SOLID BASE VI
Akcesoria:
– antywibracyjne: Harmonix TU 505EX MK II, Stillpoints ULTRA SS, Stillpoints ULTRA MINI
– platforma antywibracyjna SOLID TECH
– zasilające: Harmonix AC Enacom Improved for 100-240V
– akustyczne: Harmonix Room Tuning Mini Disk RFA-80i
– listwa sieciowa: POWER BASE HIGH END
– panele akustyczne Artnovion
Tor analogowy:
– gramofon:
napęd: SME 30/2
ramię: SME V
wkładka: MIYAJIMA MADAKE
przedwzmacniacz gramofonowy: RCM THERIAA

Copyright © 2018 AUDIO21, Wapenveld
Niets uit deze bovenstaande informatie mag worden verveelvoudigd, opgeslagen in een geautomatiseerd gegevensbestand, website of openbaar gemaakt worden in enige vorm of op enige wijze, hetzij elektronisch, mechanisch of door fotokopieën, opname, of op enige andere manier, zonder voorafgaande schriftelijke toestemming van AUDIO21.